Pies-podróżnik dryfował 75 mil na krze
Autor: Justyna Janelt, 2010-02-01
Foto: http://mmtrojmiasto.pl
Badacze z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej 6 razy w roku mają za zadanie skontrolować bałtyckie wody. Jednak 25 stycznia rutynowy rejs nieoczekiwanie zamienił się w akcję ratowniczą. Około godziny 15 jeden z członków załogi zauważył nietypowy kształt, poruszający się w wodzie pomiędzy krami.
Gdy statek przybliżył się do tego kształtu, oczom marynarzy ukazał się nieprawdopodobny widok. 15 mil od ujścia Wisły znaleźli psa, który ostatkami sił walczył o przetrwanie w lodowatej wodzie. Ekipa natychmiast podjęła decyzję o rozpoczęciu akcji ratunkowej.
Najpierw za burtę wyrzucono tzw. kaszorek, czyli koszyk służący do wyławiania ryb. Pies miał wejść do środka, by ratownicy mogli go wyciągnąć. Marynarze szybko jednak uzmysłowili sobie, że zwierzę było zbyt wystraszone, by skorzystać z pomocy. Uciekało, zamiast dać się wciągnąć w koszu na statek. Ratownicy przeżyli chwilę grozy, gdy w pewnym momencie pies wpadł pod dziób statku. Gdy już myśleli, że powinni porzucić wszelką nadzieję, zwierzęciu udało się z powrotem wdrapać na krę.
Foto: Łukasz Lewandowski
Kapitan podjął szybką decyzję i postanowił wykorzystać ponton ratunkowy. Marynarz podpłynął do psa i wciągnął go za kark. Cała akcja ratunkowa trwała pół godziny - po której badacze zaopiekowali się zwierzęciem z troską, jaką obdarzyliby człowieka wyciągniętego z lodowatej wody.
Podróż psa trwała znacznie dłużej. 23 stycznia widziano go w Grudziądzu na krze płynącej po Wiśle. Wtedy wezwani ratownicy musieli zrezygnować z akcji ratunkowej. Gdyby chcieli uratować zwierzę, musieliby zaryzykować własnym życiem. Dryfowanie pontonem na rzece, pomiędzy wielkimi krami, jest śmiertelnie niebezpieczne. Musieli zostawić psa na łaskę i niełaskę nurtu Wisły i tylko bezradnie patrzyli na jego zmagania.
Foto: Patryk Szczerba
Pies został przewieziony do weterynarza gdy tylko statek "Baltic" dotarł do portu. Aleksandra Lawniczak przebadała zwierzę, które jednak nadspodziewanie dobrze zniosło podróż na krze. 20-kilogramowy wilczur z krótkimi nogami wyglądał na zadbanego i zdrowego. Jak przetrwał tak długą podróż w temperaturze sięgającej minus 20 stopni Celsjusza? Tak ekstremalne warunki pies może wytrzymać nawet przez 8 dni pod warunkiem, że ma dostęp do słodkiej wody.
Na ogłoszenie o znalezieniu wilczura telefonicznie odpowiedziało czterech potencjalnych właścicieli. Tylko dwóch z nich przybyło, by zobaczyć psa – jednak widać było wyraźnie, że uratowane zwierzę żadnego z nich nie rozpoznało. Załoga straciła nadzieję na znalezienie dawnych opiekunów psa i po uzyskaniu pozwolenia postanowiła przygarnąć wilczura i nazwać go imieniem Baltic. Fundusze na opiekę i karmę będą regularnie przekazywane załodze przez Morski Instytut Rybacki – a Baltic będzie podróżował na statku razem ze swoimi wybawcami. Baltic jest przyjaznym psem, który lubi przebywać z ludźmi i ma do nich zaufanie.
Badacze otrzymają także specjalne nagrody za uratowanie psa. Sam Prezydent RP, Lech Kaczyński, pogratulował brawurowo przeprowadzonej akcji ratowniczej.